O tym, dlaczego uważam siebie za feministkę
Za każdym razem, gdy mówię komuś ze znajomych, że jestem
feministką, widzę na ich twarzach grymas i zdziwienie. „Nie wyglądasz wcale jak
feministka” – słyszę najczęściej z prychnięciem. Z jednej strony wcale im się
nie dziwię, bo stereotypy na temat feministek na dobre wplotły się w krajobraz
naszego kraju i tak dobrze zagościły w polskich domach, że potrzeba będzie
sporo lat, cierpliwości i pracy, żeby coś dobrego z tego ziarna urosło. Temat
jest obecnie także mocno upolityczniony i cofnęliśmy się co najmniej o dekadę w
niektórych aspektach naszego życia społecznego i wszystko, co choć minimalnie
odbiega od tradycyjnego obrazka rodziny, uważane jest za „obce” i „nieznane”, a
tym samym „złe”.
Jak zatem postrzegana jest stereotypowa feministka? Pierwsze,
co przychodzi do głowy to to, że jest kobietą, która o siebie nie dba, jest
przecież wyzwolona i dlatego ma w głębokim poważaniu jak wygląda i co o niej
mówią. Sama z resztą mówi o tym co myśli, nie do końca myśląc o tym, co mówi.
Feministka to kobietą homoseksualna, a wolne weekendy spędza na marszach, gdzie
rytmicznie wymachuje w górę i w dół barwnym transparentem "Precz z
mężczyznami!!!", oczywiście obniżonym głosem dla podkreślenia wagi
sytuacji. To tylko kilka przykładów, a myślę, że temat jest tak płodny, że
każdy byłby w stanie dorzucić swoje trzy grosze.
"Feminizm wcale nie zakłada, że kobieta i mężczyzna są tacy sami. Różnimy się i fakt ten nie podlega dyskusji."
Z ogólnej definicji feminizmu wynika, że kobieta i mężczyzna stoją na równi i powinni być traktowani tak samo w kontekście społecznym, ekonomicznym i politycznym. W praktyce często słyszy się wyświechtany już komentarz: „Jeśli jesteś feministką, to spróbuj sobie wnieść lodówkę na czwarte piętro”. Tak, jestem feministką i wcale nie muszę sobie sama radzić: mogę zapłacić komuś, kto ów lodówkę mi wniesie. Jestem feministką, mam pracę i dlatego stać mnie, żeby wynająć kogoś, kto się tym zajmuje na co dzień. Feminizm wcale nie zakłada, że kobieta i mężczyzna są tacy sami. Różnimy się i fakt ten nie podlega dyskusji. Jesteśmy biologicznie uwarunkowani, by pełnić różne role i z tego względu nasze fizyczne atrybuty są konkretnie przypisane do odpowiedniej płci. Mężczyźni są silniejsi od kobiet i właśnie ta cecha na przestrzeni wieków pozwoliła im uzurpować sobie wyższą pozycję w hierarchii. Nie mówię tego złośliwie, stwierdzam jedynie fakt, że tak w naturze bywa, że silniejszy dominuje nad słabszym. Jednak, jeśli wierzyć naukowcom, człowiek jest zwierzęciem rozumnym i argument siły nie powinien być brany pod uwagę, jako jedyny wyznacznik wyższości mężczyzn nad kobietami.
Osobiście, bycie feministką stawiam na równi z własnym poczuciem bycia kobietą i kobiecością. Feminizm to wspaniały dar wolności własnych wyborów i samostanowienia o sobie. W obecnych czasach jest to tak oczywiste, jak dwa plus dwa to cztery, jednak według mnie, za kurtyną kryje się coś więcej. Kiedyś mężczyźni decydowali za nas, miałyśmy związane ręce i byłyśmy podporządkowane patriarchalnym zasadom. Obecnie, uważam, jesteśmy tak samo związane. Same zarzuciłyśmy sobie kajdany i mam wrażenie, że chcemy przypodobać się wszystkim, zapominając o tym, co nam w duszy gra.
"Siła to nie umiejętność wniesienia wcześniej wspomnianej lodówki, tylko odwaga, by mówić o własnych potrzebach i pragnieniach."
Jestem kobietą i mam świadomość własnej wartości z tego
tytułu. Jestem kobietą i nie dam sobie wmówić, że jestem słabsza czy gorsza. Nie
powinnyśmy dać się zamknąć w sztywnych ramach „kruchej kobietki”, ponieważ siła
to nie umiejętność wniesienia wcześniej wspomnianej lodówki, tylko odwaga, by mówić
o własnych potrzebach i pragnieniach, nawet wtedy, gdy te różnią się od tego,
czego wymagają od nas konwenanse społeczne. Mam tu na myśli, że feminizm,
między innymi, dał mi i innym kobietom głos, który przez lata był wyciszany.
Dał mi również prawo wyboru i prawo, by walczyć o siebie i dla siebie.
Reasumując, zdaję sobie sprawę, że temat ten jest drażliwy i czasami niewygodny ze względu na stereotypy i kontrowersje, jakie wokół niego urosły, ale z drugiej strony, co może być uwłaczającego w tym, że kobieta ma głos i go używa? Ja mogę powiedzieć z podniesionym czołem: „Jestem feministką i jestem z tego dumna.” Kropka
Komentarze
Prześlij komentarz